Rynek 50 plus

Filmy i moje chorowanie

Więc oglądam sobie na tych moich filmach pięknych, młodych, inteligentnych ludzi. Mają dzieci, jakieś plany życiowe, które realizują...
   

Siedzę sobie domu i choruję. W tym roku przywitałam wiosnę gorączką, kaszlem i katarem. Zdarza mi się to niezmiernie rzadko, ale się zdarza. Jak zwykle przeżyłam szok, poniewierkę i rozpacz, bo nie lubię tak siedzieć w domu i cierpieć, a pocierpieć „trza” było. Ponieważ mam spore zaległości filmowe, sięgnęłam do swoich zasobów, i oglądam przynajmniej dwie produkcje dziennie. Albo trzy. Serio. A filmy mam ciekawe, a niektóre – wybitne.

W filmach się kochają, zabijają, cieszą, martwią, rozwiązują skomplikowane psychologiczne zagadki. Czasem chodzi tylko o doznania estetyczne. Generalnie coś się dzieje, przynajmniej w ścianę nie patrzę. Malutki doniósł mi trochę filmów i jest fajnie.

Wiecie, że filmy, niczym lustro, ukazują naszą rzeczywistość. Ale nie tylko. Są też narzędziem kreującym świadomość społeczną. W różnych okresach kręciło się różne filmy i niekoniecznie świadomość widza i stan jego portfela miały na to jedyny wpływ. Nie tylko w naszych byłych demoludach, w Stanach Zjednoczonych też. Pewne scenariusze musiały mieć określone rozwinięcie i zakończenie, bo taka była potrzeba polityczno-ekonomiczna. Przykład: w okresie II wojny światowej wszystkie amerykańskie bohaterki filmowe były bardzo niezależne i zaradne. Kiedy jednak mężczyźni wrócili z frontu, wylądowały z powrotem w domu i lekko zgłupiały, a kuchnia, fartuszek i ściereczka w łapce stały się ich tęsknotą ponad życie.

Więc oglądam sobie na tych moich filmach pięknych, młodych, inteligentnych ludzi. Mają dzieci, jakieś plany życiowe, które realizują. Są w pełni sił, pracują. Starość pojawia się, bo pozwala uzyskać efekt śmieszności, surrealizmu albo wprowadzić mroczne akcenty, co prawda na krótko, ale z pożytkiem dla fabuły, według schematu: choroba -> śmierć -> żałoba -> cierpienie -> głębsza refleksja -> i koniec, wracamy do życia.

Jedynie niektóre niszowe perełki skupiają się na wieku podeszłym, ale na ogół z tym charakterystycznym cieniem wokół tematu.

Starzy ludzie nie istnieją jako żywe, optymistyczne, sprawnie funkcjonujące istoty, przynajmniej w filmach. Oczywiście, pomijam wyjątki, wiem, że są, piszę o większości.

Tak mi się dziwnie zrobiło, bo moi rodzice pracowali długo, mama do końca. Kiedy mieli 50 kilka lat, byli wciąż u szczytu kariery, powiedzmy – odcinali kupony od swoich osiągnięć. Mam też wielu znajomych funkcjonujących zupełnie normalnie, w pełni aktywnych zawodowo, pracujących czasem jak maszyna. Nie wspomnę już o środowiskach naukowych albo politycznych.

No nic, idę oglądać kolejny film, o miłości być może, nie wiem po co, ale rozpacz moja zawieszona na końcu gila jest wszechogarniająca. Za oknem wiosna, nade mną drze się niedawno urodzone dziecię, ja choruję.

Autorka: Ewa Mach

Ewa Mach o sobie:
Jestem plastyczką-malarką. Koleje losu tak pokierowały moim życiem, że imałam się wielu różnych zajęć. Zajmowałam się więc animacją filmów rysunkowych, księgowością, administrowaniem sklepem internetowym, pisaniem porad w zakresie urządzania mieszkań i tekstów o sztuce użytkowej itp. Krótko pomagałam mojemu szefowi produkować film, pisałam wiersze, malowałam obrazy, uczyłam rysunku i wiele jeszcze różnych wspaniałych rzeczy robiłam w swoim życiu. Największą przyjemność sprawiało mi zawsze poznawanie nowych ludzi i uczenie się nowych rzeczy. Najważniejsi dla mnie zawsze byli ludzie i chętnie ich poznawałam, słuchałam, podziwiałam, zaprzyjaźniałam się.
Dlatego z przyjemnością podjęłam się pisania o naszych "ludzi powyżej pięćdziesiątki" sprawach. Są mi bliskie, to życie moje i moich przyjaciół.

Tekst dostępny także na: www.finanse-na50plus.pl

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.