Miłość i sztuka
Dla jednych miłość to zaspokojenie pragnień, pożądań, pragnienie posiadania na własność. Dla innych – to przede wszystkim ofiara, poświęcenie, dawanie, rezygnowanie z czegoś dla dobra drugiej osoby. Dopiero życie uczy nas, że, choć miłości towarzyszy chęć posiadania na własność, to jednak prawdziwą miłość poznaje się po zdolności zrezygnowania z czegoś dla dobra innych, po zdolności do poświęcania się komuś lub dla kogoś.
Piękny hymn o miłości, zawarty w Liście św. Pawła do Koryntian (Kor, 13, 4-8), który tu pozwolę sobie zacytować, obejmuje jak mi się wydaje pełnię cech prawdziwej miłości:
Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą,
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego,
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje.
W porządku, ale co to ma wspólnego ze sztuką? Czyż nie znamy słowa „zamiłowanie” do czegoś? Niekiedy wprost mówimy, że ktoś jest „zakochany” w sztuce? Co oznacza zamiłowanie, powołanie do wykonywania jakiejś czynności zawodowej, artystycznej, społecznej itp.?
Spójrzmy na artystę pod kątem owego zamiłowania, owej miłości do sztuki, na tle zacytowanego tu fragmentu hymnu o miłości. Jakże często można zaobserwować u artysty niezwykła cierpliwość w realizowaniu swego pomysłu na obrazie! Nie tylko w nieskończoność wykonuje szkice wstępne, szuka właściwego sposobu wypowiedzi, dokonuje wstępnych prób realizacji, eksperymentuje, ale także poprawia to, co namalował bo „miłość cierpliwa jest”.
Czyż nie przeżywa uczucia ogromnej radości, gdy po wielu zmaganiach coś mu się udaje? Wszak „miłość łaskawa jest”.
Czyż nie doświadcza konieczności walki z zazdrością, gdy jego koledzy malują lepiej lub są od niego zdolniejsi? To w imię miłości sztuki walczy z takim uczuciem, bo chodzi mu o dobro ukochanej sztuki, a „miłość nie zazdrości”.
Czy nie zdarza się nigdy tak, że artysta, rozmiłowany w sztuce i żyjący wyłącznie myślą o pracy dla niej, nie szuka za wszelka cenę sławy, uznania? Zdarza się tak, bo „miłość nie szuka swego”. Czy każdy artysta, gdy zyskuje uznanie, to natychmiast obrasta w pychę? Przeciwnie, jakże często właśnie sukces uczy go pokory. Czuje się małym wobec wielkości sztuki, bo „miłość nie szuka poklasku, nie unosi się pycha”.
Jestem również głęboko przekonana, że artysta kochający sztukę, stoi wytrwale na straży jej piękna i nigdy nie zrobi nic takiego, co mogłoby to piękno zniszczyć, bo „miłość nie dopuszcza się bezwstydu”. Na pewno dla pieniędzy nie poświęca sztuki na rzecz pornografii, wyuzdania, zezwierzęcenia czy w celu ranienia przekonań innych osób o pięknie.
Czyż nie ma artystów, którzy nie reagują gniewem, nienawiścią, złością lub chęcią zemsty na niesprawiedliwość i tendencyjność ocen, na dyskryminację, lecz dbają o swoją godność, o panowanie nad sobą, bo „miłość nie unosi się gniewem”. Jednakże nie cieszy ich niesprawiedliwość, nie pomagają w utrwalaniu owej niesprawiedliwości, która prowadzi do obniżenia poziomu sztuki, bo „miłość nie cieszy się z niesprawiedliwości”. Jeżeli jednak znajdzie się ktoś, kto zrobi wszystko dla dobra i rozwoju sztuki, wówczas czuja się dowartościowani, a „miłość cieszy się prawdą”.
Artysta, rozmiłowany w sztuce, zniesie głód, chłód, złe warunki bytowania, nie dośpi, ponieważ bardziej pochłania go sztuka niż życie codzienne. Nawet w najgorszych warunkach nie traci nadziei, że kiedyś będzie lepiej, bo bez takiej nadziei nie mógłby żyć. Cóż, „miłość wszystko znosi, we wszystkim pokłada nadzieję”. Artysta, naprawdę rozmiłowany w sztuce, wszystko zniesie, bo „miłość nigdy nie ustaje”.
W świetle tego poszukiwania związków sztuki z miłością, dziedziny tak nam bliskiej i będącej źródłem naszej radości, zadajemy sobie pytanie: do jakiego stopnia kochamy sztukę?
Czy naprawdę jesteśmy odpowiednio cierpliwi, gdy malujemy?
Czy nigdy nie zazdrościmy sukcesu kolegom?
Czy nie gniewamy się, gdy ktoś nas oceni nie tak jak byśmy tego chcieli?
Czy zawsze ogarnia nas smutek, gdy komuś „noga się podwinie”?
Czy nie ulegamy pysze, gdy nam się powiedzie?
Czy niekiedy nie wpadamy w depresję, gdy ktoś zgani nasze prace?
Czy my naprawdę „kochamy sztukę”?
Dr Halina Duczmal-Pacowska, artykuł pochodzi z Informatora przeznaczonego dla Osób Malujących w tzw. Trzecim Wieku, Nr 70 (81.V) listopad 2006
Sylwia Paszko, zdjęcie „Moja grafika”











Dołącz do dyskusji - napisz komentarz
Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.
Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.