Styl 50 plus

Rybka, słonko, cipcia

Rybka, słonko, cipcia Taka sobie scenka. Krążę po perfumerii w poszukiwaniu pewnego zapachu Niny Ricci, przy okazji mimowolnie odbieram głośną rozmowę stojących opodal kobiet. Różnica wieku i stanowisk widoczna - starsza, na oko po czterdziestce, (garsonka, obcas, ondulacja, silna postawa) jest najwyraźniej zwierzchniczką młodszej, wyglądającej na ubiegłoroczną maturzystkę (blond kitka, firmowe wdzianko, nerwowe pocieranie knykci, postawa wyrażająca strach oraz uległość) i ocenia jej pracę.

Nie żeby reprymendy udzielała surowej. Ona POCIESZA, bo wprawdzie dobrze nie jest, ale przecież mogło być naprawdę fatalnie. Młoda się tłumaczy, starsza pobłażliwie poklepuje ją po ramieniu wykładając: „Ależ rybko, weź się w garść. Słonko, ty jeszcze nie raz usłyszysz krytykę. Musisz bardziej się przyłożyć, cipcia.” Ton lukrowany, treść niby życzliwością podszyta, ale w każdej rybce/słonku/cipci cicho eksploduje bezmiar poczucia wyższości, władzy i lekceważenia dla bladolicego dziewczęcia o zeszklonym łzami spojrzeniu.

Jakieś popularne się zrobiło to damskie (panowie robią to znacznie rzadziej) tykanie za pomocą „kotków” i innych takich, a może zawsze było, tylko wcześniej nie rzuciło mi się w uszy. Czasem brzmi to miło i autentycznie przyjaźnie, na ogół wówczas, gdy do młodej osoby zwraca się tak ktoś w naprawdę podeszłym wieku. W innych przypadkach szafowanie tego typu epitetami jest ciężkostrawne, nieeleganckie i po prostu niegrzeczne. Abstrahuję od bliskich relacji, w których spieszczenia wpisują się w kod czuły, potwierdzający wzajemną sympatię. Mówię o przygodnych kontaktach oraz stosunkach służbowych. Sama miałam kiedyś szefową, która gęsto zwała zespół „słonkami”, zwłaszcza podczas publicznych połajanek, a na firmowych imprezach, będąc na cyku, młodych pracowników chwytała za zadki. Bo mogła. Przynajmniej tak jej się wydawało. Na wieki zachowam w sercu tę damę jako ikonę złego stylu w określonym typie. A typ ów, jak widzę, niestety ma się dobrze i łatwo jest przyswajalny przez różnego autoramentu zwierzchniczki, które też uważają że im wolno, a którym pięknym za nadobne odpłacić nie można, bo na tym m.in. polega asymetria relacji szef-podwładny. W końcu żaden pracownik do pani dyrektor nie zagai per „cipcia”.

Jestem mniej więcej po środku. Z jednej strony zbyt duża już ze mnie dziewczynka, by protekcjonalnie nazywano mnie słonkiem i poklepywano. Z drugiej sama nie nabieram jeszcze chęci by wyemitować w kierunku młodzieży kilka „rybek”. I obym nigdy nie nabrała. Czego nam wszystkim życzę.

Aleksandra Biskupska

Magazyn Młodej Kultury Slajd

 

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.