Weranda literacka

Na wesoło

Wszystko razem stworzyło super wybuchową mieszankę pima aprilisową. Miałam, co opowiadać w szkole.

Do dziś pamiętam jeden „przezabawny” prima aprilis. Wiedziałam, że tata ma bardzo ważne spotkanie dotyczące jego nowej pracy. Poprzedniego dnia kupili super elegancką nonajronową białą koszulą, co było ewidentnym dowodem, że lepiej udawać, że mnie nie ma. Mama rozpakowała ją późnym wieczorem. Okazało się, że jest pobrudzona i trzeba było ją uprać. Rano, tym razem bez marudzenia, zjadałam znienawidzone kluski lane na mleku. Tata wszedł do kuchni, trzymając w ręku koszulę i z przerażeniem w oczach błagał mamę: „Kochanie, zrób coś. Nie wyschła”. Podał koszulę i z powrotem pobiegł do łazienki. Mama zawsze potrafiła wszystkiemu zaradzić. Nad kuchenką gazową był przymocowany sznurek. Rozwiesiła na nim koszulę, zapaliła gaz i przykręcając kurki na najmniejszy płomień poszła szykować się do pracy. Niestety, przed wyjściem z kuchni powiedziała: „Córeczko, jedząc, patrz na koszulę. Ten materiał jest bardzo łatwopalny”.


Posłusznie patrzyłam i w pewnym momencie zerwałam się i krzyknęłam: „Pali się!”. Nie słyszeli, bo oboje byli w łazience i leciała z kranu woda. Podbiegłam i waląc pięścią w drzwi od łazienki, wrzeszczałam: „Pali się! Koszula się pali!”.


Drzwi się otworzyły. Mama pobiegła do kuchni, tata golusieńki wyskoczył spod prysznica i też pobiegł. Ja za nim, zamykając sobie usta ręką, żeby nie zepsuć wszystkiego. Goły tata ze zbielałą twarzą i cudownie wystraszoną miną wrzasnął: „Zgłupiałaś?”. Mama, trzymając się stołu, szybko oddychała i szeptem uspokajała tatę: „Zażartowała. Dziś 1 kwietnia”. Ja, trzymając się za brzuch, głośno się śmiałam z udanego kawału. Wszystko razem stworzyło super wybuchową mieszankę pima aprilisową. Miałam, co opowiadać w szkole. Po południu rodzice przeprowadzili ze mną wychowawczą rozmowę. Powtórzyłam ją koleżankom i jednomyślnie oceniłyśmy: „Starzy nie znają się na żartach”.


Dziś, jak przed każdym 1 kwietnia, znów się uśmiecham na tamto wspomnienie, mimo że zrozumiałam. I proszę: „Wybacz mi tato ten uśmiech i nie krzycz na mnie - z nieba...”


Tym razem opowiem Wam prima aprilisową bajkę. Kiedyś, gdy park saski zapinał się na zatrzaski siedziała na drewnianym kamieniu 15letnia staruszka. Gdy podszedł do niej policjant mówiła ona: „Miałam 7 synów, którzy usiedli na gruszkę a właściciel tego banana krzyczał: „Schodźcie z tego kasztana”. No, więc oni zeszli. Potem podszedł do nich wysokiego wzrostu niski pan i powiedział, że na oceanie stoją 3 statki - jeden cały, drugiego połowa a trzeciego wcale nie było. No, więc oni popłynęli nad ten ocean, wsiedli do tego statku, którego wcale nie było i utonęli szczęśliwie dopływając do bezludnej wyspy, na której roiło się od białych murzynów. W drodze powrotnej zatonęli, ale szczęśliwie dopłynęli do brzegu. Zapisane to było na 77 falbanie spódnicy pięknej dziewicy, która zmarła rok przed urodzeniem się jej matki i dotąd żyje.

Jolanta Kwiatkowska

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.