Przyjaciel bez wad
A chodzi o "A potem” - dwadzieścia jeden późnych opowiadań Johna Updike’a, "ludzkich historii trzeciego wieku” opisanych przez "wielkiego obserwatora-wiernego swemu pokoleniu ,wychowanego w cieniu Wielkiego Kryzysu-dającemu kolejny popis przenikliwości i liryki.” - jak podaje na obwolucie, wydawca serii Mistrzowie Literatury- Dom Wydawniczy REBIS.
Chcę napisać przede wszystkim o moim odbiorze tej książki, polemizując jednocześnie z Magdaleną Miecznicką autorką eseju "Głosy zza grobu”, który ukazał się w Dodatku Kultura do Dziennika wraz z fragmentem jednego z opowiadań z tego tomu. Nie wiem dlaczego akurat to opowiadanie zostało przedrukowane wraz z esejem i zaznaczam ponownie, że nie będę polemizować na temat twórczości Updike’a, lecz na temat samej książki. O czym ta książka jest i czym jest ona dla mnie. Autorka eseju twierdzi, że ton książki " jest smutny, wręcz przygnębiający”, a bohaterowie "stają się pustymi kukłami”. Dalej pisze : "Ta smutna refleksja nad starością łączy się, być może w sposób przez autora niezamierzony, z oskarżeniem świata, który Updike’a dotąd tak kochał”. No i jeszcze :”Na progu starości Updike pokazuje, jak strasznie nietrwały był ten świat, który z własnej starości nie był w stanie wykrzesać ani jednej pięknej nuty.”
Chyba przeczytałyśmy dwie różne książki. Ja trzymam właśnie w ręku, książkę, która rzeczywiście wygląda jak czarna płyta nagrobna Johna Updike’a, z napisem "A potem…” w miejscu , gdzie zwykle umieszcza się "Pokój jego duszy” lub "Prosi o modlitwę”. Dla mnie jednak jest ona czarną płytą zawierająca 21 pięknie współbrzmiących nut wykrzesanych ze starości właśnie! Według mnie, ta książka nie jest zwykłym zbiorem opowiadań. Jest powieścią o starzeniu się mężczyzny, o tym jak ogląda on swoje życie z perspektywy pięćdziesięciolatka, sześćdziesięciolatka, osiemdziesięciolatka. Każde opowiadanie to inna historia, ale widziana przez tego samego mężczyznę, który już przeżył niezbyt szczęśliwe dzieciństwo, studencką młodość, przeprowadzkę do dużego miasta, kilka małżeństw, kilka romansów, wykształcił się, dorobił się jakiegoś majątku, czasem ma wnuki, czasem jest już emerytem. Najcenniejsze w tej książce jest właśnie opisywanie przeżytych historii przez starzejącego się człowieka, który wcale nie widzi swojego życia pustym i sam również nie uważa się za pustą kukłę! Magdalena Miecznicka narzeka, że ”na próżno będziemy tu szukać gorącej miłości do dzieci czy wnuków, wielkiej czułości wobec małżonków, porywających idei filozoficznych czy politycznych. Ani śladu głębokich dyskusji z Bogiem czy wielkich dramatów (…) tutaj, kiedy kończy się seks i praca, zostaje tylko pustka, delikatna nostalgia i narastające przerażenie.”. Koniec cytatu. Koniec eseju. No i bardzo dobrze. Na tym właśnie polega siła przekazu tej książki, że opisane są w niej prawdziwe uczucia i emocje targające starzejącym się człowiekiem. Bez hipokryzji i silenia się na wzniosłość. Czas "igrania z dynamitem” już minął i bohater tego opowiadania tak to konstatuje: "Dawno to było, dawno. Jest wciąż od niego młodsza i bardziej żwawa, lecz wszystko jest względne. Nie zazdrości tym ludziom, od których oddziela go cała wieczność i dla których świat ma tyle wagi i doniosłości. Jak tytani wydają się piękni, lecz smutni w krótkim rozkwicie - postacie wpół drogi między chaosem a jeszcze bardziej ulotnym panteonem”. Ponad sześćdziesięcioletni bohater opowiadania tak właśnie wspomina swoje lata średnie "kiedy wszystko było bardziej materialne”: "W tym wieku, Fanshave teraz to widział, tworzymy własne "ja", naładowane mocą i plastyczne, tworzymy i unicestwiamy domy, mamy w rękach świat. Igramy z dynamitem.” I chyba właśnie to opowiadanie jest kluczem do wyjaśnienia dlaczego czytałam inną książkę niż Magdalena Miecznicka . Ja też już od dawna "nie igram z dynamitem”. Czytając, jechałam po prostu w tym samym ostatnim wagonie wraz z bohaterem książki i patrzyliśmy na przebytą drogę bez zbytniego zainteresowania dokąd jedzie pociąg i kiedy będziemy na miejscu. Odnoszę wrażenie, że autorka eseju siedziała w jednym z pierwszych wagonów, przodem do kierunku jazdy, kartkowała książkę i niecierpliwie spoglądając na zegarek wciąż upewniała się u konduktora, że dojedzie na czas na właściwą stację. Ja natomiast, obserwując już przebytą drogę, wczuwałam się w sytuację starzejącego się z każdym kilometrem mężczyzny, który wciąż nie wie, jak zachować się w szpitalu odwiedzając umierającą znajomą, albo rodzącą córkę, zięcia i byłą żonę z aktualnym mężem. Nie wie jak rozmawiać z dorosłym synem o wstydliwych chorobach. Nie wie jak nie irytować aktualnej, apodyktycznej żony, irracjonalnie zazdrosnej o swoje poprzedniczki, bo nigdy nie rozumiał kobiet, chociaż je kochał. Wreszcie nie wie, czy wdać się w ostatni romans z młodszą kobietą czy po prostu przejść na emeryturę i rozwiązanie tego problemu znajdzie na… polu golfowym w Szkocji. Nie wie jak rozwiązać problem starości i samotności swojej matki, wiedząc jednocześnie, że nikomu dotychczas nie udało się tych problemów skutecznie i satysfakcjonująco rozwiązać. Co więcej, bohater ma świadomość, że prawdopodobnie już się tego nie dowie ani nie nauczy. Tuląc nowonarodzonego wnuka stwierdza na koniec opowieści "Nikt nie należy do nas; najwyżej we wspomnieniach”. Przeczytałam piękną, nostalgiczną ,ale w żadnym razie nie "przygnębiającą” opowieść i zaprzyjaźniłam się z jej bohaterem. A patrząc na "nagrobną” okładkę tej książki odnoszę wrażenie, że podobnie jak moi nieżyjący już przyjaciele, jej bohater stał się po odejściu przyjacielem bez wad. Śmierć pozbawia wad i usuwa je z pamięci tych, którzy nas kochali lub tylko znali. Podobnie jak między okładkami tej książki nie leżą "puste kukły”, tak pod płytami nagrobnymi znajdują się wciąż ludzie należący do nas we wspomnieniach. Bo tylko w ten sposób mogą do nas należeć. To nasi przyjaciele bez wad. Ideały, których szukamy przez całe życie.
Ktoś może powiedzieć, że literatura to fikcja. Tak. To prawda. Ale dobra literatura, - a w przypadku tej książki nikt tego chyba nie zakwestionuje - to fikcja, która może się zdarzyć naprawdę.
10-10-2009 Katarzyna Chojnacka














Dołącz do dyskusji - napisz komentarz
Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.
Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.