Rower a psyche
Wyrzucani rowerem stosunkowo dość szybko z miasta, wychodzimy spod wpływów stworzonego ręką ludzi sztucznego piękna, bezpośrednio wpadając na rozległe prerie, gdzie prawdziwy artyzm natury, w pełni ogarnia nasze zmysły. Naturalne impulsy piękna są tak wspaniale ułożone, że bez reszty przekształcają naszą tożsamość, tłumiąc i przenosząc do podświadomości wszystkie dotychczasowe zmartwienia. Poezja życia wiejskiego, zgodny z harmonią istnienia dźwięk czystej przyrody, zamknięte w wszechogarniającej zieleni łąk i lasów, oraz w błękicie wody i nieba, nie tylko przynoszą psychiczny wypoczynek ale tworzą odpowiedni nastrój, przywołujący wiele skojarzeń, z których niektóre niespodziewanie, mogą odświeżyć zaćmione rozigranymi, rozmaitymi sprawami wnętrze człowieka.
Na oderwanie się od codzienności nie mały wpływ posiada konieczność skupiania całej uwagi na jazdę rowerową. Jadący rowerem kolarz całe swoje jestestwo zmuszony jest skierować na utrzymanie warunków szczęśliwej jazdy. Głównie zaabsorbowany jest stanem drogi i unikaniem sytuacji mogących wytrącić go z równowagi warunkującej prawidłowy bieg roweru. W wypadku wieloosobowej wycieczki daleko poza miasto, istotne znaczenie ma także między ludzkie współżycie rowerzysty. Wszystko to razem sprawia, że człowiek po wielogodzinnej wycieczce rowerowej jest psychicznie odnowiony. Wiele codziennych zmartwień zaczyna traktować rozważniej. Zwiększa się jego pomysłowość i bystrość spojrzenia. Są to najczęściej występujące przypadki. We wszystkich przypadkach kiedy piszę o dobroczynnych działaniach roweru mam na uwadze rower prawdziwy. Rower lekarski jest czystą atrapą, choć w niektórych przypadkach konieczny do stosowania, w swej masie obliczony jest jednak na zaczarowanie rozleniwionej psychiki chorego. Daje on nie wiele rezultatów w stosunku do tego co wyżej opisałem. Dla zobrazowania problemu, wśród wielu przykładów jakie posiadam, przedstawię tu jeden charakterystyczny.
W okresie dwóch przedostatnich rocznych dekad XX wieku, kiedy pełniłem nadane ni z wyboru obowiązki prezesa Klubu Turystyki Kolarskiej „Oś” PTTK przy Wojskowej Akademii Technicznej, bardzo aktywną działalnością wyróżniała się grupa kolarzy z Wydziału Mechanicznego WAT, wśród których Pan Józef uczynił wiele dla chwalebnego rozwoju popularnej „Ośki”. Przyszedł jednak czas, kiedy musiał osłabić swoje zaangażowanie rekreacyjne na rzecz pisania pracy doktorskiej. Tradycyjnie jednak zawsze informowałem go o organizowanych imprezach. Monotonnie słyszałem zawsze jedno powtarzające się zdanie: „Niestety nie mogę, mam nawał pracy do wykonania”. Po dłuższych okresach takiej odmowy, pewnego razu coś się w Panu Józefie odmieniło. Wbrew dotychczasowej tradycji powiedział bowiem: „A wiesz pojadę. Nic mi nie wychodzi, więc zamiast ślęczeć na próżno, pooddycham świeżym powietrzem”. Wycieczka wiodła przez Bemowski Lasek ku bezdrożom Puszczy Kampinoskiej. Wędrując przez czarowne zakamarki puszczańskie w pewnej chwili słyszę głośny trój krzyk Pana Józefa: „Mam! Mam! Mam!”. Lekko odwrócony do tyłu, zdziwiony pytam: „Józiu co tam masz?” Odpowiedź była dla mnie, o tyle bardzo interesująca co zaskakująca. Pan Józef radosnym głosem objawił wszem i wobec iż ma rozwiązanie swej pracy doktorskiej. Po powrocie z wycieczki, szybko wrócił do przerwanej pracy. Przeprowadzone obliczenia potwierdziły słuszność narzuconego w czasie wycieczki rozumowania. Droga prawidłowego rozwiązania postawionego sobie zadania została otwarta. Parafrazując problem można by rzec, że puszczański uroki uporządkowały jego myśli.
Jak już powiedziałem nie jest to przypadek odosobniony jaki znam. Nie będę jednak wszystkich opisywał, gdyż nie taki cel sobie tu stawiam. Ten charakterystyczny przypadek mówi już o istocie problemu. Jest to przestrzeń dotychczas mało rozpoznana, która jak sądzę niewątpliwie powinna znaleźć się w zakresie medycznych ocen.
We wszystkich przypadkach kiedy piszę o dobroczynnych działaniach roweru mam na uwadze rower prawdziwy. Rower lekarski jest czystą atrapą, choć w niektórych przypadkach konieczny do stosowania, w swej masie obliczony jest jednak na zaczarowanie rozleniwionej psychiki chorego. Daje on nie wiele rezultatów w stosunku do tego co wyżej opisałem.
Kazimierz Kozłowski, Aspekty Zdrowotne Jazdy na Rowerze












Dołącz do dyskusji - napisz komentarz
Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.
Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.