Weranda literacka

Opowieść o emigracji

Opowieść dla Ciebie

Droga moja, pobyt zagraniczny to tylko wakacje, to nie emigracja, nawet jak jedziesz na saksy, to jest to ciągle jakiś rodzaj odskoczni i odpoczynku, czyli – tymczasowość, która nie gnębi, choćby z tego powodu, że mamy świadomość powrotu. Podobnie czuje się na początku swej imigracji emigrant.

W Australii poczucie tymczasowości czy ‘urlopowość’ odczuć i codzienności trwa dosyć długo, ponieważ sprzyja temu uczuciu i doświadczeniu uroda i inność kraju, zwłaszcza, gdy w spektrum porównawczym mamy to, co znamy z Polski czy Europy. Pomijając geografię i rozdźwięki kulturowe na tę chwilę, z całą pewnością można wszakże powiedzieć, że nastrój wakacyjny to  pierwszy etap doświadczenia emigracyjnego, któremu towarzyszy ciekawość i poczucie twórczego niepokoju, choć bywa, że i zagubienia, którymi się świeżo upieczony imigrant nie przejmuje zbytnio.

Temu pierwszemu etapowi migracji w Australii, sprzyjało zwykle zauroczenie środowiskiem naturalnym, krajobrazem, innością. W wirze nowych wrażeń, codzienna egzystencja jest prowizoryczna, pełna niespodzianek, odkryć, dostosowywania się. Bawi, zadziwia, fascynuje. Uczucie, że jest się poza domem tylko na jakiś czas dominuje drobne niedogodności, gdzieś głęboko w świadomości zagnieżdżona jest pewność, że wkrótce wszystko wróci do normy, jak po każdym wyjeździe z domu. Poczucie bezpieczeństwa nie jest jeszcze zachwiane. Początkowy pobyt na emigracji w Australii, a mowa o uciekinierach i emigrantach lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, przypomina wakacje w Polsce nad Bałtykiem. Jest cudnie, spokojnie twórczo, zabawowo, inaczej i nawet dokuczliwe zimno czy nadmierne gorąco nie doskwiera, co najwyżej  ten czy ów ponarzeka trochę, że brrr jaki ziąb, albo o rany co za ukrop, i nazajutrz znów jest zadowolony, że odpoczywa i co za laba. Jak w sanatorium czy w Polsce lub na urlopie w miejscowości wypoczynkowej, świeży imigrant ma też ciągle swoje przedemigracyjne zrozumienie własnej sytuacji i rzeczywistości, zatem głęboko zakorzenione przeświadczenie, że jeśli warunki staną się uciążliwe pobyt można skrócić, a w najgorszym wypadku przetrwać kolejny dzień czy dwa i nie ma jak w domu, wróci cały i zdrów do znanego, wygodnego, zwyczajnego. Wszystko można przeżyć, … no wiesz, w sumie to jest fajnie, dookoła parki, rzeka, góry, ocean, ciekawa kolonialna architektura, kawiarenki, języki świata wkoło, a z pogodą jak to z pogodą, bywa różnie.

Ale! W Australii aspekt klimatyczny egzystencji jest obecny dzień i noc, miesiąc w miesiąc. Przy pogodzie letniej, 40 stopniowej, gdy człowiek nie wychyla nosa poza drzwi domu, albo gdy przez tygodnie leje jak z cebra, każdy kontakt z życiem poza domem jest albo trudny albo na wagę złota. Gdzie pójdziesz, gdy wali na głowę gniewem boskim: niektórzy chodzą na window shopping, aby się wychłodzić lub nie nudzić, niektórzy krążą w klimatyzowanych samochodach, inni melancholijnie i notorycznie tęsknią do czterech wyraźnych pór roku, chociaż słuchany na okrągło Vivaldi nostalgii nie zmienia, co najwyżej wzmaga poczucie oddalenia od tego co emigrant kocha i często powtarza: zielone lata, zielono mi, zielony kamyk,  zielono mam w głowie i fiołki w niej kwitną. Wyjście do znajomych także odpada, nie wszyscy mają porządne klimatyzatory, niektórzy oszczędzają, inni dobrze znoszą ekstremalne temperatury i wystarczy im świadomość, że klimatyzator jest na wszelki wypadek. Z całą pewnością można na tej podstawie stwierdzić, że na emigracji nie jest jak na wakacjach. Na emigracji nigdy nie wraca się do domu, gdzie począwszy od języka w audycji radiowej do roślinności za oknem zastaje się po powrocie ten sam porządek, do którego od dawna człowiek przywykł, wliczając w to tych samych sąsiadów. Wraca się co najwyżej do w miarę oswojonego, ale ciągle usytuowanego w obcym domu bez pamiątek.

Czym jest etap późniejszy emigracji? Czy można powiedzieć, że miejsce emigracji stanie się domem? Literatura, ani australijska ani polska, tak postawionych pytań nie potwierdza, a literatury migracyjne praktycznie całkowicie im zaprzeczają. Rozmowy emigrantów i badania socjologiczne wskazują, że emigracja to dla imigrantów forma cyklicznego niejako poszukiwania i niepokoju, a także czas i stan przyswajania sobie różnych nurtów i metod postępowania, powrotów, tęsknoty, a nierzadko - żalu. Innymi słowy, emigracja to linia życia, na której migrant zmuszony jest ciągle się sytuować względem czegoś nieznanego lub poznawanego, doznając ciągłej długotrwającej niepewności. Jeszcze innymi - to miejsce-nisza, na tyle oswojona i udomowiona, aby osiągnąć względny balans i poczucie bezpieczeństwa, najczęściej - materialnego.

Znużenie natłokiem nowego, z którym trzeba sobie radzić na emigracji, nie zawsze w przyjaznych warunkach, a często w presji dyskryminacji, nie jest łatwe; dyskryminacja boli. Nie ma różnicy czy jest jawna czy utajona, bo to ty, nie kto inny, ale ty we własnej osobie, wyczuwasz każdą jej drwinę, niedowierzanie, zawiść, ksenofobię. Nic dziwnego, że w poczekalniach u psychiatrów towarzystwo jest wyborowo wielojęzyczne, co odkrywasz z ulgą, gdy po najmniejszej sprzeczce w domu i kolejnym opowiedz to swemu psychiatrze, czekasz w poczekalni na swoją kolej, nieźle się bawiąc rozmową z towarzyszem emigracyjnej doli. Jedyny sęk w tym, że w Australii ani psychiatrzy ani psychologowie nie bywają wielojęzyczni, uważając, że Engish is God, i większość z nich jest usseless, toteż z takimi i podobnymi problemami, jak i z całym bagażem emigracji każdy zdaje się radzić sobie sam, nawet jeśli ze wsparciem rodziny, bez dobrze sobie znanego własnego środowiska.

Środowisko w doświadczeniu człowieka to podstawa rozwoju; to z grupy i wspólnoty płyną bodźce, zachęta i wsparcie, gdy zachodzi potrzeba. Na emigracji znalezienie i osadzenie się we własnym środowisku zajmuje lata, toteż na ogół, migranci narzekają na jego brak albo sytuują się w kręgu kilku znajomych przypadkowo w czasie swojej wędrówki poznanych.
Natłok problemów i nowego nie stwarza dobrych warunków do nawiązywania znajomości, zwłaszcza intelektualnych i przyjacielskich, ponieważ zróżnicowanie siły zawodowej potrzebnej w Australii jest duże, stąd wielu imigrantów, nie znajdując sobie podobnych, przeznaczonych czy tych po sercu, odczuwa osamotnienie i brak optymalnego towarzystwa. Jeśli trafisz na swego to jest nim, jak ty, inny, na ogół wyobcowany w społeczeństwie australijskim, co manifestuje się często w pewnego rodzaju nieufności do siebie.

Środowisko to woda, chleb i powietrze, bez których nie żyjesz, stad, nawet jak w Australii cokolwiek osiągniesz i powiedzą o tobie you made it,  nie pokrywa się to z tym, co sama uważasz za to co ci się udało, co chcesz osiągnąć i jak sama siebie postrzegasz.

Naturalnie i ponad wszystko, w życiu imigranta w Australii niezwykle ważny jest kontakt z tymi, których kocha i z tym co kocha, ale i tu nie ma sprzyjającej sytuacji, ponieważ dystans dzielący od tego co dodaje sił, zwłaszcza osobom, które potrzebują strawy dla ducha, a nie strawy dla ciała tylko, jest tak wielki, że rodzi się (stałe prawie) pragnienie podróży i złość, że nie można wyjechać, kiedy i gdzie się chce.

W przypadku zamieszkania w Australii, trudność  poruszania się, swobodnego kontaktu, wymiany intelektualnej, nawet gdy mowa o dystansie między stanami, jest jak pasmo górskie, którego przejście wymaga ogromnych nakładów sił, zdrowia i samozaparcia finansowego i czasu. Emigracja zatem to także sprawa możliwości ruchu. Człowiekowi potrzebny jest ruch, bez niego nie ma życia. Potrzebna mu jest zwyczajna podróż, zmiana otoczenia, inspiracyjna wędrówka, kontakt, z którego wynika coś więcej niż potrawa z przedyktowanego przez telefon przepisu kulinarnego. Możliwość poruszania się jest po prostu wypadkową wolności, odczucia jej i objawiania. Kontakt zaś to możliwość rozmowy twarz w twarz, czytanie wierszy, gadu gadu w języku, w którym gra półsłówek i znajomość kwestii z kabaretu czy piosenki mówi rozmówcom więcej niż kunsztowne zdanie wyuczone na lekcji, a wielkie sprawy świata i filozofii i małe tête-à-tête o życiu i jego zakamarkach sprawnie się spotykają, ale nie, gdy dystans geograficzny wymaga paru dni lotu. Wiadomo każdemu, że tylko między swoimi i pośród słów desygnowanych  tym czym imigrant staje się od dziecka możliwe jest dobre samopoczucie, pewność siebie i odwaga, aby iść dalej. Bez tego wszystkiego człowiek nie może poradzić sobie dobrze na emigracji, jego tożsamość kulturowa zostaje mocno zachwiana.
 
Sama wiesz, w chwilach słabości można się zaszyć w milczeniu, przeżywać sto razy na dobę siebie albo swój świat, oczywiście można się zaszyć niekoniecznie w sobie — równie dobrze, co lubię, można zastygnąć w krajobrazie, w przestrzeni, w podziwie i zapatrzeniu, tu w Australii Południowej, na wspaniałą roślinność, …. dostojny eukaliptus opowiadający dzieje plemienia, które pod nim śni, niebieska jak najczystsze niebo dżakaranda. Można utkwić czy utknąć w osobliwości właśnie odkrytego stylu kolonialnego uliczki, albo rozmarzyć się, tak najzwyklej, w ulubionej kawiarence, ale jest za to cena, bowiem gdy budzisz się w podobnych okolicznościach, czujesz swoją samotność jeszcze bardziej; w takich i po takich doznaniach, chciałbyś podzielić się swymi snami i stanami, pomysłami i refleksjami z kimś bliskim, tymczasem możesz tylko dalej śnic, co znaczy - BYĆ gdzie jesteś, a jesteś bez kogoś, kto cię rozumie, kto zadumał się jak ty i niepotrzebne byłyby słowa, wystarczyłoby tu i teraz,  ot tak, po prostu być ze sobą. Będąc tu, w tym strasznym zadaleko migrant nie może usłyszeć ani głosu ani myśli bliskich mu ludzi. W takich momentach - a jest ich co niemiara, bo to nie wakacje, ale emigracja, pobyt stały -  jest głęboko zatopiony we własnej samotności, w swoich zajęciach, w swojej pamięci, w swoim domu. Co więcej, ma wrażenie, że stał się podobny do samoluba zamkniętego we własnym życiu, i czuje jakby nie mógł wyjść poza siebie, jakby nie było świata, do którego należy, bo ten, w którym jest nie ma tego czego pragnie. Czy ty mnie i to wszystko rozumiesz? Emigracja to także coś w tym rodzaju, i nie o samotność w rzeczy samej tu chodzi; ta zawsze jest każdemu z osobna potrzebna, emigracja to nie samotność to skazanie na wieczność samotności bez zewnętrza. Ten zewnętrzny świat – niedostępny dla Ciebie – jest w chwilach tego emigracyjnego samolubstwa jedynie ułudą.

To naturalnie nie wszystko. Emigracja to temat rzeka. To świat wielu pojęć i odniesień, świat sam w sobie i świat każdego emigranta z osobna. Dlatego, wracając do poprzedniego wątku, muszę Ci opowiedzieć o jednym z moich emigracyjnych światów, który odkryłam po wielu latach mojego tu bytowania. To świat koherentny, holistyczny, wynikający po trosze ze wspomnianego wcześniej osamotnienia, które długo nicowałam, aby odejść od samolubstwa i zająć się nicnierobieniem, które w zderzeniu tutejszą rzeczywistością zdaje się być rajem. Moje nicnierobienie to także do pewnego stopnia samotność, pozostawanie ze swoim myśleniem, refleksją, pisaniem, życiem, samotnym a dech-zapierającym krajobrazem oraz z wszystkimi innymi bytami, doświadczeniami i przestworzami. Gdy oddam się temu osamotnieniu, ogarnia mnie poczucie nie-do: niedopełnienia siebie innym, kochanym, utęsknionym, znanym i czuję jak  rodzi się i zostaje we mnie odczucie własnej maleńkości ‘w’, w czymś większym. Przestrzeń australijska powiększa moje odczucie nikłości, ale nie da się nie zauważyć, że w tym samym czasie rodzi się i towarzyszy mi w tym doświadczeniu rozpierająca mnie radość, że jestem – także przecież dzięki tej maleńkości i osamotnieniu  - w czymś tak wielkim, że nieogarnianym, a tylko przeczuwanym. Epifania czy nie, jestem w niewyobrażalnie wielkiej i pięknej przestrzeni, gdzie spotykają się góry, przestworza i ocean, gdzie niebieskość nieba pozwala mi być, a nie jedynie myśleć, że jestem tej przestrzeni nierozerwalną częścią: kosmiczną, słoneczną, oceaniczną, istniejącą w tym momencie poza czasem i w bezczasie, jestem po prostu istotą, częścią łańcucha, który tylko w niewielkim zakresie rozumiem. Oczywiście warunkiem tego niesamowitego odczucia wspólnoty jest niestety wyrzeczenie. I to wyrzeczenie, to także emigracja.

Wydaje mi się, i dziękuję, że sprowokowałaś moje dzisiejsze przemyślenia, że – tak e-/imigracja czy migracja w najszerszym zarysie rozumienia to summa summarum nie tylko wędrówka do innego kraju, i związane z tym perypetie egzystencjalne, uczucia braku, tęsknota do ludzi, języka, miejsc znanych, niepokój, dzielący cię dystans, tudzież odchodzenie od tego co kochałaś, emigracja to przede wszystkim droga poszukiwania pełnego spełnienia siebie w nieznanym, co bywa niemożliwe, zwłaszcza, gdy brakuje Ci do niego tak mało jak super dżet, który przeniósłby Cię tam, gdzie mieszka i czeka kawałek twego się dopełnienia, choćby tym dopełnieniem miałaby być jedna gwiazda na niebie, na którą pragniesz spojrzeć. Dziś moją emigracją jest ta oto dla ciebie opowieść, nie wiem czy będzie tym samym jutro.


Dr Teresa Podemska-Abt, pisarka, tłumaczka, filolog literatury aborygeńskiej i polskiej, teoretyk literatury, socjolog edukacji. Absolwentka uniwersytetów: Wrocławskiego, Adelajdzkiego i Płd. Australii. Od ponad czterdziestu lat przebywa na emigracji w Australii, zachowując stałe więzi z Polską, także zawodowe. W ramach pracy naukowej zajmuje się literaturą aborygeńską oraz pracuje w dziedzinach interpretacji literatury, socjologii literatury, teorii przekładu i migracji.


https://pl.wikipedia.org/wiki/Teresa_Podemska-Abt


Książki

  1. Składam człowieka. 2017. Miniatura. Kraków

  2. Spaces of literary Wor(l)ds and Reality: Interpretation and Reception of Australian Aboriginal Literature. 2016. Oficyna Wydawnicza UZG. Zielona Góra.

  3. Dreaming and Dreamitime czyli śnienie Pierwszych Mieszkańców Australii. Poezja aborygeńska w tłumaczeniu Teresy Podemskiej – Abt). Poezja dzisiaj, special issue, 2014, nr 106, 4-13.

  4. Świat Tubylców Australijskich. Antologia literatury aborygeńskiej. 2003. Wydawnictwo Krytyki Artystycznej: Kraków. (tr. World of Australian Indigenous Peoples. Anthology of Aboriginal Literature)

  5. Żywe Sny. 2002. Wydawnictwo Miniatura, Kraków. (wiersze)

  1. Spoza Raju, Raj w Australii, 2000. Wydawnictwo Kurpisz: Poznań – Łódź. (proza, eseistyka)

  2. Pomieszały mi się światy. 1995. OzPol Press: Adelaide. (wiersze)

  3. Teaching Polish as a Second Language. Teacher’s Guide. 1987. Adelaide University Press. (podręcznik dla nauczycieli, z ćwiczeniami dla uczniów)


Antologie : min. Kosmos Literatów, Metafora Współczesności, On Life's Path. Contemporary Writers of Poland, Contemporary Poetry-an Anthology of Present Day Best Poems, Zielona  Zima, Nawrócić miasto, Bukiet znad Wąglan, Poezja dzisiaj, Love Postcards. International Anthology of Poetry.
Czasopisma literackie: np. Odra, Rita Baun, Tygiel Kulturalny, Croscena, Poet’s Pen, Papirus, Poetrix, Kurier Zachodni, Przegląd Australijski, Pejzaże, Listy z daleka, Polish Courier

Czasopisma naukowe i popularnonaukowe: min. Postscriptum Polonistyczne, Rozmowy o Komunikacji, Culture–History–Globalisation, ACRAWSA, Czas Kultury, Nowe Media, Text Matters.

Publikacje internetowe: Polska Canada, Wydawnictwo j, Puls Polonii, Culture Avenue, Atunis Galaxy Poetry,


Praca translatorska

obejmuje teksty aborygeńskie autorstwa: Alexis Wright, Lionel Fogarty, Kim, Scot, Jarred Thomas, Anita Heiss, Mona Tur, Rubi Ginibi Langford, Sally Moran, Sam Watson, Kevin Gilbert, Kerry Reed- Gilbert, Kate Walker, Mudrooroo, and many more. Publikacje utworów w tłumaczeniu: Odra, Poezja dzisiaj, Świat Tubylców Australijskich. Antologia literatury aborygeńskiej.


Afiliacje: Australijski Instytut Studiów Tubylczych (AIATSIS), International PEN, Writers SA.


http://www.austlit.edu.au/austlit/search/page?query=podemska&facetSampleSize=10000&facetValuesSize=10&count=50



Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

  • Zdzisława Wenska 06/05/2022, 19:08

    Mądre spostrzeżenia pięknie opowiedziane