Szansa 50 plus

Maja Orłowska - wywiad

Dojrzała kobieta, które wzięła sprawy w swoje ręce. Maja Orłowska pisze o kobietach, które nie czekają na ratunek. Jej bohaterki mają za sobą związki, kompromisy i życie układane pod cudze potrzeby, a mimo to wciąż potrafią pragnąć bliskości, zmiany i własnego miejsca.
  

Ma 49 lat i należy do pokolenia swoich czytelniczek, dlatego pisze o dojrzałości od środka: z emocjami, inteligentnym humorem i bez lukru. „Druga połowa mnie” to jej debiut. Pracuje nad kolejnymi powieściami o dojrzałych kobietach.

 

Strona: www.majaorlowska.pl | Instagram: @maja.orlowska.pisze

 

 

 

 

Kobieta50plus  Tytuł pani książki „Druga połowa mnie” można czytać na dwa sposoby. Która „druga połowa” jest tu ważniejsza: partner czy druga połowa życia?

Informacja o książce  https://www.kobieta50plus.pl/pl/rynek-50-plus/maja-orlowska-druga-polowa-mnie

 

Maja Orlowska Najbliższa jest mi ta druga połowa życia, w której zaczynamy pytać: „A gdzie w tym wszystkim jestem ja?”. Przez lata jesteśmy czyjąś żoną, mamą, partnerką, osobą od załatwiania spraw. Własne potrzeby odkładamy na później, jak dobrą zastawę na specjalną okazję. Aż przychodzi myśl, że może właśnie dziś jest ta okazja.

 

W tytule jest też jeszcze jedna „połowa”: część nas samych, którą gdzieś po drodze zagłuszyłyśmy. Nasza ciekawość, zmysłowość, poczucie humoru, ochota na coś więcej. Gosia zaczyna ją odzyskiwać. I dopiero wtedy może zobaczyć, z kim naprawdę chce dzielić życie.

 

 

Gosia odkrywa, że miłość to nie to samo co partnerstwo. Na czym polega ta różnica?

 

Miłość może sprawiać, że bardzo chcemy z kimś być. Partnerstwo widać w tym, jak nam się z tym człowiekiem żyje. Czy możemy na niego liczyć? Czy interesuje go również nasz świat? Czy potrafi wziąć odpowiedzialność za wspólne sprawy?

 

Łatwo powiedzieć „kocham”. Trudniej zauważyć, że druga osoba jest zmęczona, i przejąć część jej ciężaru bez wręczania sobie za to medalu.

 

Gosia długo wierzy, że jeśli wystarczająco się postara, wszystko się ułoży. Tyle że związku nie da się wypracować za dwie osoby. Nawet jeśli jest się bardzo zdolną kobietą z kalendarzem, Excelem i imponującą odpornością na niedospanie.

 

 

Wiele kobiet po rozwodzie słyszy, że „na nowe jest już za późno”. Co by im Pani odpowiedziała?

 

Zapytałabym: za późno według czyjego zegarka?

 

Mamy pięćdziesiąt lat, doświadczenie, coraz lepiej znamy siebie. To całkiem dobry moment, żeby zacząć podejmować własne decyzje. Oczywiście po rozwodzie bywa trudno. Trzeba poukładać emocje, codzienność, czasem również finanse. Każda kobieta ma swoje tempo.

 

Nowe może zacząć się bardzo zwyczajnie: od wyjścia z domu, kursu, spotkania, wieczoru spędzonego tak, jak się naprawdę chce. U mnie ważnym krokiem stało się pisanie.

 

Dałabym też tym kobietom prawo do prób. Pierwsza randka może być średnia, pierwsze zajęcia krępujące. W tym wieku nadal wolno nam być początkującymi. Sama metryka nie zobowiązuje do biegłości w każdej dziedzinie życia.

 

 

W książce ważną rolę grają przyjaciółki i taniec. Dlaczego akurat ciało i kobieca wspólnota?

 

Bo można wszystko rozumieć głową, a wciąż chodzić z napiętymi ramionami i wstrzymywać oddech. Taniec daje Gosi możliwość poczucia przyjemności, swobody, obecności we własnym ciele. Przez chwilę może po prostu być, zamiast analizować i planować. Biodra szczęśliwie nie wymagają uzasadnienia w trzech egzemplarzach.

 

Przyjaciółki z kolei tworzą przestrzeń, w której można przyznać: „Dzisiaj sobie nie radzę”. Są obok, potrafią wysłuchać, czasem powiedzieć coś niewygodnego, a czasem rozśmieszyć w najgorszym momencie.

 

Bardzo lubię tę mieszaninę czułości i szczerości między kobietami. Przyjaciółka poda chusteczkę, ale potrafi też zapytać: „Kochana, ile jeszcze razy zamierzasz tłumaczyć tego człowieka?”.

 

 

Pisze Pani o menopauzie i dojrzałej kobiecości z humorem. Czy śmiech pomaga mówić o trudnych sprawach?

 

Mnie pomaga. Pozwala mówić o rzeczach, które często chowamy pod zakłopotaniem: zmieniającym się ciele, pragnieniach, poczuciu atrakcyjności. Wspólny śmiech bywa początkiem rozmowy: „Ty też tak masz?”.

 

Zależy mi jednak, żeby bohaterka zachowała godność. Humor bierze się z jej spojrzenia na świat, z sytuacji i absurdów codzienności.

 

Dojrzała kobieta może być jednocześnie zmęczona, zmysłowa, rozdrażniona i bardzo zabawna. Ma prawo do całej tej różnorodności. Choć czasem chciałaby przede wszystkim otworzyć okno i żeby przez pięć minut nikt o nic nie pytał.

 

 

Ile w Gosi jest z Pani, a ile z obserwacji?

 

Gosia jest mi bliska emocjonalnie. Rozumiem jej odpowiedzialność, skłonność do ratowania sytuacji i to odkrycie, że własne potrzeby też zasługują na uwagę. Znam również humor, który pozwala złapać oddech, kiedy życie robi się trudne.

 

Jej historia powstaje jednak z wielu źródeł: własnych emocji, rozmów, obserwacji i wyobraźni. To powieść, w której te doświadczenia dostają nowy kształt.

 

Najbardziej zależy mi na tym, żeby czytelniczka pomyślała: „Rozumiem ją. Też kiedyś tak czułam”. Wtedy Gosia staje się bliska również komuś, kto ma zupełnie inną historię niż ja.

 

 

Dlaczego Maja Orłowska, czyli dlaczego pseudonim?

 

Pseudonim daje mi osobną przestrzeń dla pisania. Na co dzień mam wiele obowiązków i ról, a jako Maja mogę skupić się na opowiadaniu historii.

 

Pomaga mi też zachować granicę między prywatnością a tym, co oddaję czytelnikom. Mogę pisać szczerze o emocjach i jednocześnie decydować, ile mówię o własnym życiu.

 

Z czasem to nazwisko stało się dla mnie bardzo bliskie. Kiedy zobaczyłam „Maję Orłowską” na okładce drukowanej książki, wzruszenie było ogromne. Pseudonim pseudonimem, ale łzy przy otwieraniu kartonu były całkowicie moje.

 

 

Nad czym Pani teraz pracuje?

 

Przygotowuję kolejną powieść: „Przesuń w prawo, jeśli umiesz zostać”. Premierę planuję na 2 listopada. Tym razem przyglądam się randkowaniu po pięćdziesiątce — z całą jego nadzieją, niezręcznością i materiałem na rozmowy z przyjaciółką. Bo przesunąć palcem po ekranie jest łatwo. Znacznie ciekawsze jest to, co dzieje się później.

 

Dwie kolejne powieści, „Plan B był kobietą” i „Nie jestem na żadnym resecie”, jedna z nich trafiła już do wydawnictw. Mam też następne pomysły.

 

Wciąż najbardziej interesują mnie kobiety z doświadczeniem, które chcą czegoś dla siebie. Mają przeszłość, obowiązki, poczucie humoru i jeszcze sporo do powiedzenia. Bardzo lubię oddawać im głos.

 

Bardzo dziękujemy za inspirującą rozmowę i gratulując wspaniałego debiutu życzymy by książka podbiła serca czytelników.

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.